Zdecydowanie nie był to rok fajerwerków, tylko rok mojej prawdy. Takiej, która nie krzyczy, nie dramatyzuje, tylko siada obok i spokojnie mówi sprawdzam czy to jeszcze jest twoje. Dla mnie ten rok był jak para butów, z których już dawno wyrosłam i po raz pierwszy nie próbowałam się w nie wciskać na siłę i przestałam kurczyć się, żeby pasować. Zamiast tego wybrałam własną oryginalność.
Kiedyś, wchodząc w nowy rok, patrzyłam wyłącznie przed siebie. Tworzyłam listy marzeń, snułam plany i z przekonaniem mówiłam ten rok będzie moim najlepszym. Poprzedni zostawiałam za sobą jak ciężki plecak pełen wyzwań, a nowy widziałam jak jasną drogę, po której pójdę lekko, pewnie i bez potknięć.
Rok 2025 nauczył mnie, że życie nie ma prostych ścieżek. Są dni, w których dzień przeplata się z nocą, radość z tęsknotą, a siła ze zmęczeniem. Zrozumiałam, że sens nie tkwi w selekcji tylko tego, co wygodne, ale w pełni doświadczenia. W zgodzie na całość.

Z roku na rok coraz silniej czuję potrzebę, by się zatrzymać i spojrzeć wstecz nie po to, żeby oceniać, ale żeby zobaczyć kim się stałam po wszystkim, co się wydarzyło. Dziś patrzę na minione miesiące z czułością, a nie pretensją, jak na drogę, którą musiałam przejść.
To był czas, w którym coraz rzadziej pytałam co powinnam, a coraz częściej co czuję. Warstwa po warstwie zdejmowałam role, które nie były moje. Oddawałam odpowiedzialność za cudze emocje. Częściej wybierałam ciszę zamiast tłumaczenia się i prawdę zamiast grzeczności. To była cenna lekcja, dzięki której zrozumiałam, że każdy ma prawo być sobą. Ja również.
Ten rok przyniósł rozczarowania. Ludźmi, schematami, a także sobą w momentach, gdy znów chciałam coś udowodnić bardziej siłą niż gotowością. A jednocześnie przyniósł ogromną dojrzałość. Nauczył mnie, że nie wszystko wymaga reakcji, że nie każda relacja jest do uratowania i że nie każda droga jest moja tylko dlatego, że kiedyś w nią weszłam. To był rok uczenia się odpuszczania bez poczucia winy i wybierania jakości zamiast ilości.
Dziś żegnam ten rok z wdzięcznością. Za wzloty, które dały mi skrzydła, za upadki, które nauczyły mnie jak się podnosić, za ludzi i rozmowy, po których widziałam świat inaczej i za to, że nauczyłam się słuchać siebie jeszcze głębiej i prawdziwiej.
Wchodząc w 2026 rok nadal życzę sobie spełnienia i wszystkiego, co najlepsze, ale dodaję do tego coś jeszcze… Mądrość i moc, by nie odwracać wzroku od nowych lekcji, nawet tych trudnych, bo wiem, że takie też przyjdą i to one kształtują najbardziej.
A Ty, co zostawiasz w 2025 i co chcesz zabrać ze sobą dalej?
