Od lat mam tak, że magia świąt przychodzi do mnie bardzo późno, bo dopiero dzień przed Wigilią. Większość grudnia, to dla mnie raczej bieg z przeszkodami niż czas radości. Listy prezentów, obowiązki i myśli, które krążą bez końca. Pytania w stylu, co jeszcze powinnam zrobić, jak się zachować, aby sprostać świątecznym oczekiwaniom i to najważniejsze… czy wystarczająco się staram. Miałaś kiedyś wrażenie, że bardziej realizujesz czyjeś oczekiwania niż swoje własne potrzeby?
Przez długi czas zastanawiałam się, co jest ze mną nie tak. Dlaczego nie cieszę się od pierwszych dni grudnia, tak jak robią to inni. Dlaczego nie błyszczą mi oczy na widok światełek, nie podskakuję po grudniową gwiazdkę z nieba, ani nie robię fikołków sypiąc świątecznym brokatem. Być może, ty też kiedyś pomyślałaś, że coś jest z tobą nie w porządku, skoro nie przeżywasz świąt „tak jak inni”. Jesli tak, to spieszę poinformować, że wszystko z Tobą w porządku 🙂
W tym roku coś się we mnie ułożyło i zrozumiałam, że każdy ma swój własny moment na poczucie świąt i najważniejsze, to pozwolić sobie i drugiej osobie na ten indywudualizm bez presji i stresu. U mnie magią świąt przychodzi wtedy, gdy zewnętrzny hałas zaczyna cichnąć, cała presja opada, a ja nie muszę już niczego udowadniać.

Zobaczyłam też, że mój dystans do grudniowego zgiełku nie jest brakiem wrażliwości. Po prostu nie rezonuję z marketingową presją, z komercyjnym pośpiechem i pustymi sloganami. One mnie męczą i wywołują poczucie winy, że jestem „za mało świąteczna”, „za mało przygotowana”, „nie dość zaangażowana”. A ja po prostu potrzebuję ciszy, żeby coś naprawdę poczuć.
Natomiast kocham święta. Kocham spędzać je z najbliższymi. Kocham tę radość, która nie krzyczy, tylko siada obok. U mnie to wszystko zaczyna się w przeddzień Wigilii, kiedy święta są już naprawdę blisko, a oczekiwania w końcu puszczają.
To, co kocham najbardziej, to ludzie. Ich historie, zmęczenie w oczach, drobne gesty, niewypowiedziane emocje. Być może ty też, tak jak ja bardziej niż idealną oprawę kochasz prawdziwe spotkania, uważne spojrzenie, czułe słowo i życzliwy uścisk, który mówi więcej niż najdroższy prezent. I właśnie dzięki temu, moje święta trwają cały rok, tyle że z mniejszą oprawą, niż w grudniu 🙂
W każdym człowieku potrafię dostrzec dobro. I właśnie to jest dla mnie istotą świąt. Nie perfekcja, ani idealny scenariusz. Tylko obecność, ta prawdziwa, ludzka taka.
I może właśnie dlatego moje święta zaczynają się wtedy, gdy kończy się cały zewnętrzny hałas, a zostaje to, co naprawdę ważne. A jak to jest u ciebie? Kiedy tak naprawdę zaczynają się twoje święta?
