Myśl na dziś.

Moc słów

Odkąd pamiętam, słowa są dla mnie czymś więcej niż dźwiękiem czy zbiorem liter, gdyż niosą ze sobą zapis energii, intencję, kierunek. Słowa potrafią podnieść człowieka albo sprawić, że coś w nim opada. Mogą otworzyć przestrzeń lub ją zamknąć i dlatego lubię uważnie się im przyglądać, rozpakowywać i patrzeć co naprawdę niosą, nie tylko w treści, lecz przede wszystkim w jakości.

Niedawno wydarzyła się sytuacja, która przypomniała mi, jak ogromną moc mają słowa i jak subtelnie potrafią w nas pracować.

Wzięłam udział w warsztatach. Zwykła scena, niewymuszona atmosfera i nagle pada w moją stronę zdanie: „Tylko mów prawdę.”

Niby lekko, niby w kontekście, który miał być zabawny. A jednak te słowa uderzyły we mnie z siłą, której się nie spodziewałam.

Prawda jest jedną z najważniejszych wartości mojego życia. Nie traktuję jej jako deklaracji, tylko jako mój sposób na życie, czy to w relacjach, w pracy, w procesach i w mojej codzienności. Dlatego w jednej sekundzie poczułam, jak to niesamowicie ocenne zdanie z ust prowadzącej podważyło fundament na którym stoję i sprawiło, że zamiast się otworzyć, zamknęłam się na proces.

Wiem, że nawet jeśli żyję w prawdzie, to czasem emocje, przekonania, napięcie albo proces wewnętrzny przesłaniają tę głęboką klarowność i wtedy człowiek mówi z poziomu logiki i głowy, a nie z poziomu czucia i serca. I to jest jak najbardziej normalne. Pracując z drugim człowiekiem staram się być bardzo uważna na słowa, ale także na zasoby tej osoby w danym momencie.

W tej konkretnej sytuacji coś mnie zabolało i nie była to intencja prowadzącej, bo wierzę, że nie była krzywdząca ani celowa, lecz ukryta w tych słowach ocena. I właśnie to było dla mnie najważniejszym aspektem tego spotkania. Zobaczyłam, jak bardzo delikatną przestrzenią jest kontakt terapeuta – klient.
Jak odpowiedzialność za słowo w takich momentach jest ważna, jak istotna jest uważność na drugą osobę i jak łatwo jednym zdaniem dotknąć czegoś głębokiego, czegoś, co zasługuje właśnie na uznanie, a nie na lekki komentarz.

Ta sytuacja nie była „zła”. Ona była mi potrzebna. Pokazała mi, jak istotne jest, by trzymać przestrzeń tak, żeby druga osoba mogła czuć się bezpiecznie, zaopiekowana, i w pełnej akceptacji bez oceny, gdy stoi przede mną bez filtrów.

Dzięki tej sytuacji, zobaczyłam jak dojrzale reaguję dziś na to, co kiedyś wywołałoby we mnie lawinę niepewności, być może lęku. Dziś zamiast się bronić, zaczęłam słuchać siebie. Zamiast szukać winy, znalazłam w tym lekcję. Zamiast zamykać się i udawać, że nic się nie wydarzyło, stanęłam przy sobie, wyraziłam swoje zdanie i skonfrontowałam się ze sobą i tą sytuacją, stawiając granicę.

Słowa mają moc. Mogą nieść wsparcie lub niepokój, zachętę lub osąd.
I im głębiej jestem w swojej pracy, tym bardziej widzę, że każde wypowiedziane zdanie jest jak dotyk, który zostawia ślad.

Dlatego dzielę się tą historią. Nie po to, by oceniać, tylko, by przypominać sobie i światu, że uważność na słowo to forma szacunku. A w procesie, w którym człowiek otwiera serce, to jedna z najczystszych form troski. I jak to mam w zwyczaju mówić, nie ma przypadków, są tylko lekcje 😉

Wiersze

Zanurzona Zagubiona

Splątana w błękicie oceanu 
Dryfuje 
Choć pragnę stopami poczuć grunt

Zanurzona w głębinach 
Szukam prawdy 
Która jeszcze bezimienna
Choć woła mnie cicho

Horyzont gdzieś
poza zasięgiem wzroku 
A jednak cel przyświeca mi jeden 

Odnaleźć ciepło
I ogrzać się 
W promieniach 
Słońca wschodzącego 

Dziś wszystko wydaje się
Nieosiągalne
Poza zasięgiem 
Jakby świat odsunął się
Ode mnie

A ja jak ten kamyk 
Rzucony do wody 
Spadam wiruję
Miejsca szukając


W którym znowu poczuję
Przestrzeni serca
znajomy kawałek 

Uncategorized

Kiedy stajesz przed ścianą, której nie da się przeskoczyć

Bywały w moim życiu momenty, w których naprawdę wierzyłam, że nic już nie da się zrobić. Jakbym stała przed ścianą, której nie potrafię ani przeskoczyć, ani obejść. Najpierw próbowałam ją forsować, złościłam się i klnęłam pod nosem. Później już tylko trzymałam się problemu, jakby był jedynym punktem zaczepienia, choć czułam w środku narastający ciężar.
To uczucie bezradności potrafi być jak mgła, która przesłania wszystko. Nie widzisz już, gdzie zaczął się chaos, ani którędy prowadzi wyjście.


Czy ty też miewasz takie chwile?
Takie, w których pragniesz zmiany, a jednocześnie nie widzisz nawet najmniejszej szczeliny światła?
Z czasem zrozumiałam, że ta ściana, przed którą stałam, wcale nie była wrogiem. Ona była sygnałem i  cichym, uporczywym wołaniem, że coś wymaga zauważenia.


W ścisku ciała, gonitwie myśli i napięciu nie ma szans, aby skupić się rozwiązaniu. Już to wiem. Dopiero kiedy przestałam się siłować, rozluźniłam swoje ciało, odpuściłam myśli nie wspierające i zaakceptowałam obecny stan, to usłyszałam to, czego wcześniej nie chciałam dopuścić do świadomości. Zaczęłam dostrzegać swoją obecną sytuację z zupełnie innej perspektywy, a to pozwoliło mi ruszyć, zamiast kręcić się w kółko.


Potrzeba zmiany nie jest porażką, jest początkiem nowych możliwości i sposobu działania, który przybliża mnie do celu, który chcę osiągnąć.
Może i w tobie dzisiaj jest taka ściana. Twarda, nieruchoma, pozornie nie do ruszenia. Jeśli tak, spróbuj zrobić coś, co kiedyś wydawało mi się niemożliwe. Zatrzymaj się. Oprzyj na niej dłonie, zamiast walić głową w mur. Zamiast walczyć, zapytaj siebie cicho: czego ta sytuacja naprawdę próbuje mnie nauczyć? Czego dziś najbardziej potrzebuję, żeby poczuć choć odrobinę ulgi?  O czym mi to mówi? A później zrób dla siebie coś dobrego, zajmij się czymś co lubisz robić. Odpowiedź pojawi się szybciej, niż myślisz, a wraz z nią, nieodkryte dotąd możliwości.

blog

Pozytywne myślenie vs zdrowe myślenie

Czy masz czasami wrażenie, że choć naprawdę się starasz, choć mówisz do siebie piękne afirmacje i próbujesz myśleć pozytywnie, życie i tak przychodzi i daje ci kopa?


Przez długi czas wierzyłam, że jeśli tylko wystarczająco często będę nakładać na siebie różowe okulary, świat w końcu zacznie wyglądać tak, jak sobie tego życzę. Że jeśli nauczę się widzieć jasne strony, to szarość wokół sama zacznie blednąć. Mówiłam sobie, że powinnam się cieszyć, bo przecież jestem zdrowa, zaradna i nie mam na co narzekać. Jak się zapewne domyślasz, nic takiego się nie wydarzyło.


Chciałam zmiany, a utknęłam w miejscu. Udawałam spokój, kiedy w środku palił się pożar. Wierzyłam, że pozytywne myślenie zmieni mnie i rzeczywistość dookoła, aż przyszedł dzień, w którym zrozumiałam jedno: pozytywne myślenie, to nie to samo, co myślenie zdrowe. Niby podobne, a jednak różnią się diametralnie.

Pozytywne myślenie, to założenie różowych okularów i przekonywanie siebie samej, że jest inaczej niż w rzeczywistości i często bagatelizowanie własnych potrzeb. Pozytywne myślenie sprawia, że patrzysz na siebie przez filtr: „jakoś to będzie”, „trzeba się cieszyć”, „nie przesadzaj, inni mają gorzej”. To podejście czasem daje chwilową ulgę, ale często jednocześnie odbiera ci prawo do tego, by naprawdę poczuć co aktualnie dzieję się dookoła. Zamiast usłyszeć swoje potrzeby, próbujesz je przykryć ładną narracją. A przecież to, co wypierasz, i tak wraca. Zawsze.


Zdrowe myślenie skupia się na stanie faktycznym danej sytuacji. Pozwala zauważyć to, co boli, nazwać to, co trudne, i jednocześnie odnaleźć w sobie siłę, by się tym zaopiekować. Zdrowe myślenie jest jak zdjęcie okularów i spojrzenie prosto w lustro. Bez filtra, bez udawania i bez bagatelizowania. To podejście nie każe ci być silną na siłę, ani nie wymusza uśmiechu. Nie krzyczy: „będzie dobrze”, tylko zadaje pytania:
„Co naprawdę czujesz?”
„Czego potrzebujesz?”
„Co możesz zrobić, żeby sobie pomóc?”


Zdrowe myślenie pozwala zobaczyć, to co boli i nazwać to, co trudne, uznając swoje emocje bez wstydu. I właśnie dlatego staje się drogą do działania, a nie do ucieczki. Bo kiedy zaczynasz widzieć siebie realnie, a nie przez różową mgłę, pojawia się przestrzeń na zmianę, która nie jest wymuszona, ale wynika z troski o siebie. Tu zaczyna się prawdziwa moc. Nie w afirmacjach ani w zaklinaniu rzeczywistości. Tylko w szczerości wobec siebie. W zdrowym myśleniu jest jedna piękna prawda:
Nie musisz udawać, że jest dobrze, żeby zrobić krok w stronę tego, co dobre. Zdrowe myślenie daje ci odwagę, by w końcu zrobić ten krok z miłością, uważnością i czułością wobec siebie.

Wiersze

Końca Początek

końce i początki

choć wieczności momenty 

pozorne ramy i kształty piękne

poszerzają i zachwycają 

bezkresność tworzenia 


codzienności 

lekkiej jak skrzydło muchy 

komunikacji 

która jak gąbka puszysta 

amortyzuje wszystkie kanciaste słowa 


wsparcia

co jak anielskie pióro

delikatności uczy 

uśmiechu kojącego

który rozproszone myśli 

w mig uporządkuje 


miłości kojącej 

co potrzeby duszy zaspokaja 

i pewności 

co do słuszności własnej radości 


końce i początki neonowym blaskiem świecą

pomiędzy jednym i drugim 

nieśmiało zza progu

wychyla się determinacja 


zmiany potrzeba

choć tej nikt nie klaszcze

blog

Serce Potrzeby Przestrzeń

Czasami najważniejsze rzeczy nie zaczynają się głośno, lecz bezszelestnie. Zaczynają się w pragnieniu, które w końcu domaga się zauważenia. W słowie, które wciąż próbujesz wypowiedzieć, choć ono za każdym razem chowa się gdzieś ” między zębami”, z nadzieją, że ktoś wypowie je za ciebie lub domyśli się czego potrzebujesz. Długo tak żyłam… Z sercem pełnym uczuć, niewzruszoną miną, i niewidzialnym napisem na twarzy mówiącym „wszystko w porządku”. Dopiero z czasem zrozumiałam, że cisza, którą nosiłam, nie była spokojem, tylko brakiem przestrzeni i odwagi do zajęcia swojego miejsca w świecie. Dlatego powstaje dziś ten blog i tworzę go z potrzeby swojego serca. Chcę , aby była to przestrzeń, w której i ty będziesz mogła, choć na chwilę odłożyć maski i wrócić do tego, co naprawdę twoje.

Serce.

Bo wszystko zaczyna się od tego, jak się czujesz. Jak oddychasz i jak żyjesz.

Potrzeby.

Bo są fundamentem twojego poczucia bezpieczeństwa, wartości i sensu. I nie muszą być perfekcyjne, wielkie ani spektakularne. Wystarczy, że są twoje.

Przestrzeń.

Bo dopiero w przestrzeni rodzi się prawda, klarowność i odwaga, której nie da się znaleźć w ciągłym zadowalaniu innych. Chcę, aby to miejsce było dla ciebie tym, czym długo brakowało mnie samej: bezpiecznej, czułej przestrzeni w której zamiast ciągle słyszeć „musisz to, czy tamto”, usłyszysz „czego dzisiaj ci potrzeba?”.

Jeśli to czytasz, to znaczy, że w tobie też budzi się ten cichy głos, który chce ci przypomnieć, że : jesteś ważna, a twoje uczucia i potrzeby, są niesamowicie istotne. To jest dla mnie początek czegoś nowego, nie spektakularny i głośny, lecz prawdziwy i całkowicie zgodny ze mną.

Cieszę się, ze jesteś tutaj ze mną. W ciszy, która nareszcie ma przestrzeń, aby stać się głosem 🙂

Wiersze

Głośna cisza

Cisza, która przynosi ukojenie,jest niczym latem, noc gwieździsta.

Wpatruję się w nią

i słyszę szept nieśmiały,

lecz krystaliczny taki.


Szept ten, 

patrzy i czeka

na moją gotowość 

by go usłyszeć…


Zwalniam dotychczasowy rytm

życia w biegu 

i patrzę skupiona 

w gwiaździste niebo.


Cisza dookoła,

a w sercu ciepło,

które w sekundę 

przepełnia mnie całą.


Uwaga.

Obecność.

Przestrzeń.

Obserwacja.


A moje jestestwo w tej chwili,

maleńkie niczym ziarno piasku,

w morzu gwiazd na niebie,

przenika

eter i ziemię.


Patrzę.

Słucham.

Czuję.


Ta cisza mówi do mnie,

dziś

głośniej,

niż

kiedykolwiek.


I choć kocham ją najmocniej 

i rozsiadam się wygodnie,

za każdym razem,

gdy przychodzi,

to dziś wiem,

że mam inne zadanie.


Przestaję się w nią zatapiać,

zatracać bez pamięci,

bo od teraz 

jestem ciszą,

przy której inni 

na chwilę przystają,

by usłyszeć 

szept swojej duszy

i poczuć

serca własny rytm.

blog

Pogadanka ze Złością

Pogadanka ze Złością 

Złość – nienawidzę takiego zachowania, nie pozwolę na takie traktowanie. Co to ma być ?!

Ja – ależ purpurowa jesteś, najeżona, kolcami otoczona 

Złości – mam dość tego świata i ludzi roszczących sobie prawo do wszystkiego! Nic od siebie nie dają, tylko wołają o więcej i więcej! Zabiorę im wszystko! Zrobię porządek, wywróce wszystko do góry nogami!

J – czego brakuje?

Z – Szacunku! Wyrozumiałości! Zrozumienia! Krnąbrni egoiści dookoła!

Ja – słyszę cię i widzę droga Złości. Mów.

Z – co tu gadać? Ja nie urządzam pogadanek, ja od razu działam! Dość mam pomijania, lekceważenia, ignorowania. Miarka się przebrała – ruszam do ataku.

J – chcesz powiedzieć, że nie siedzisz w kącie, nie obserwujesz, tylko od razu wybuchasz ?

Z- tak i nie. W kącie i cierpliwości siedzi Irytacja, a gdy sobie nie radzi, wtedy wzywa mnie na pomoc. Wchodzę i od razu sieję spustoszenie krzykiem, awanturą i czym tam jeszcze popadnie.

J – więc Ty i Irytacja współdziałacie?

Z – można tak powiedzieć 

J – jesteście do siebie podobne. Złość i Irytacja wpierają się nawzajem. Obie jesteście nastawione na ten sam cel – na potrzebę szacunku i uznania 

Z – tak, właśnie tak ! Widzisz, gdy twoje potrzeby są ignorowane, wartości lekceważone, a ludzie odwracają się do ciebie plecami za każdym razem, gdy czegoś potrzebujesz – wtedy pojawiam się ja i przechodzę od razu do ataku. Oczywiście po uprzednim sygnale od Irytacji. Uwielbiam etykiety i przerzucanie odpowiedzialności na świat zewnętrzny i tym rozwalam system.

J – już rozumiem. Ty stoisz na straży granic i integralności osobistej.

Z – wreszcie ktoś gada do rzeczy!

J – Złości, dziękuję ci za wszystkie zaszyfrowane informacje, których wcześniej nie rozumiałam, a które są twoją specjalnością.

Z – w końcu ktoś mnie rozumie, i przestaje złościć się na Złość! To nawet brzmi absurdalnie ” złościć się na Złość”, a spotykam się z tym niemalże na każdym kroku. Proponuję nauczyć się odczytywać informację, które przynoszę indywidualnie i podejmować działania mające na celu zaspokojenie tych kluczowym potrzeb, abym znowu nie musiała działać pierwszoplanowo.

J – nie sądziłam, że to powiem, ale cieszę się że jesteś! Dobrze wiedzieć, że gdy znowu pozwolę sobie wejść na głowę, to staniesz w mojej obronie. Dziękuję, że w razie zawirowań zadbania o własną przestrzeń mogę na ciebie liczyć. Rozumiem, że kluczowe tutaj jest moje zachowanie, a nie innych.

Z – do usług.

Kilka lat temu napisałam taką „rozmowę z złością”. Ten dialog to zaproszenie, by przestać walczyć z własnymi emocjami, a zacząć je rozumieć. Złość bywa najszybszą posłańczynią naszych zaniedbanych potrzeb.

Kiedy pojawia się w twoim ciele, to być może przynosi informacje, których zbyt długo nie chciałaś słyszeć: mówi o zaniedbanych granicach, braku szacunku i o tym, że coś w relacji ze sobą samą lub z innymi wymaga zmiany, więc gdy następnym razem doświadczysz emocji złości, przyjrzyj się informacji, z którą do ciebie przychodzi. Wiedź, że złość nie jest twoim wrogiem, jest strażniczką twojej wewnętrznej przestrzeni.